Wadera pada bez życia u stóp swojej towarzyszki, która została otoczona przez mroczne istoty nie z tego świata. Mrok nie pozwala jej wiele widzieć, ale dostrzega nieuchronną prawdę. Nigdy nei pokona tych istot. Jej jedyna nadzieja to woda. W mroku gna na oślep do oceanu, mając nadzieję że nie natknie się na więcej wrogów. Księżyc świeci w górze, jednak po chwili przesłaniają go chmury. Teraz już nie ma światła w gęstym, mrocznym lesie. Nikt się nie odzywa, wadera porusza się bezszelestnie, i bardzo szybko. Po chwili słyszy wodę. Ostatkiem sił dokonuje najprawdopodobniej ostatniego skoku w życiu, i wskakuje do wody, nawet nie nabierając powietrza. Woda jest ciepła. Wadera, nieprzytomna opada na dno.
***
Otwieram gwałtownie oczy. Czuję się tak, jakby moje lewe żebro się paliło, co jest niemożliwe, bowiem jestem pod wodą. Spokojnie obserwuję wodorosty, które poruszają się wraz z wodą, i ryby, które między nimi pływają. Oddycham spokojnie, i próbuje przypomnieć sobie, co stało się ostatniego wieczoru. Wtedy panowała jesień, pewnie niedługo spadnie śnieg. Tamte istoty... Czym były? Próbuje się pozbierać, po czym wypływam na powierzchnie, by w nienaturalnie szybkim tempie dopłynąć do brzegu. Po chwili wychodzę, i z zaskoczeniem mogę stwierdzić, że świat wygląda, jakby była wiosna.
- Ale to niemożliwe. - śmieję się pod nosem. Nie mogłam spędzić kilku miesięcy pod wodą, nie?
- Co jest niemożliwe? - pyta przyjazny głos, widocznie należący do samicy. Odwracam się. Przede mną stoi dziewczyna o jasnych włosach.
- Nie, nic... - wymawiam te słowa niezbyt przyjaznym głosem. Ona nie powinna się dowiedzieć. Dziewczyna patrzy na mnie zaskoczona, po czym dociera do niej, że jestem przemoczona.
- Wyglądasz, jakbyś cały dzień kąpała się w oceanie. - żartuje. Warczę na nią, w ten wilczy sposób. Dziewczyna ponownie patrzy na mnie zaskoczona.
- Dobra, wybacz... Jestem Sophia. - mówi, po czym ponownie uśmiecha się przyjaźnie. Irytuje mnie to, ale nie daje tego po sobie poznać.
- Megami. - to imię wpada mi do głowy tak nagle, więc tak się przedstawiam. Czyli teraz jestem Megami. Czy nie powinnam się była przedstawić jako ta, którą byłam na początku? Nie, zły pomysł.
- Megami. Ładne imię. - stwierdziła. Sophia znowu się do mnie uśmiechnęła, ale w tym uśmiechu ujrzałam błysk wilczych kłów. Momentalnie zatrzymałam czas, i chwyciłam ją za ramiona.
- Zmieniasz się. - stwierdziłam. Jest jedną z nich. Jedną z istot z tamtego dnia.
- N-nie... - Zawahała się. Czyli kłamała.
- Jesteś jedną z nich. - warknęłam.
- Nie wiem o czym mówisz. - dziewczyna przełknęła głośno ślinę.
- Dobrze wiesz, o kim mówię. - warknęłam.
- D-dobrze... Masz mnie. Zmieniam się, w wilka. - jęknęła, po czym zmieniła się w kolorową waderę. Spojrzałam na nią zaskoczona.
- A teraz, możesz mi zaprezentować swoją zmianę w tamtą istotę, żebym mogła cię szybko zabić. - warknęłam, patrząc na nią gniewnie.
- Nie zmieniam się w nic więcej! - jęknęła.
- Wierzę ci. - stwierdziłam, i zmieniłam się w wilka. Ta odetchnęła z ulgą.
- Dlaczego myślałaś, że zmieniam się w coś innego? - spytała, patrząc na mnie ze zdziwieniem.
- Najpierw powiedz mi, który jest. - powiedziałam, ignorując jej pytanie.
- Dziesiąty lipca, dwa tysiące szesnastego roku. - odparła. Pokręciłam głową z niedowierzaniem. Dziesiąty lipca... Ponownie pokręciłam głową.
- A co, myślałaś że który? - zaśmiała się z mojej miny.
- Ostatnie co pamiętam, to wieczór trzeciego listopada. - odparłam, zgodnie z prawdą. Teraz to ona wybałuszyła oczy, patrząc na mnie jak na stworzenie z innej planety.
- Co? - mruknęła. Opowiedziałam jej wszystko.
- ... Po czym znalazłam się tutaj. - odparłam. Pominęłam jedynie moment, kiedy moja przyjaciółka upadła bez życia obok mnie. To było zbyt bolesne, bym mogła o tym mówić.
- Ale jak przeżyłaś na dnie oceanu, bez jedzenia czy powietrza? - spytała, niedowierzając.
- Umiem oddychać pod wodą. Ale z jedzeniem to sama nie wiem. - odparłam. Zauważyłam, że Sophia zaprowadziła mnie do lasu, i na polanę. Były tu zebrane wilki, wiele wilków.
- Chcesz dołączyć do Stada Księżyca z Lodu? - spytała Sophia, wyraźnie dumna z nazwy. Coś przemknęło mi przed oczami. Było to wspomnienie, ze Stada Lodowego Księżyca. Nabrałam pewności, ze to to samo stado. Kiwnęłam głową na zgodę.
Sophia?
***
Otwieram gwałtownie oczy. Czuję się tak, jakby moje lewe żebro się paliło, co jest niemożliwe, bowiem jestem pod wodą. Spokojnie obserwuję wodorosty, które poruszają się wraz z wodą, i ryby, które między nimi pływają. Oddycham spokojnie, i próbuje przypomnieć sobie, co stało się ostatniego wieczoru. Wtedy panowała jesień, pewnie niedługo spadnie śnieg. Tamte istoty... Czym były? Próbuje się pozbierać, po czym wypływam na powierzchnie, by w nienaturalnie szybkim tempie dopłynąć do brzegu. Po chwili wychodzę, i z zaskoczeniem mogę stwierdzić, że świat wygląda, jakby była wiosna.
- Ale to niemożliwe. - śmieję się pod nosem. Nie mogłam spędzić kilku miesięcy pod wodą, nie?
- Co jest niemożliwe? - pyta przyjazny głos, widocznie należący do samicy. Odwracam się. Przede mną stoi dziewczyna o jasnych włosach.
- Nie, nic... - wymawiam te słowa niezbyt przyjaznym głosem. Ona nie powinna się dowiedzieć. Dziewczyna patrzy na mnie zaskoczona, po czym dociera do niej, że jestem przemoczona.
- Wyglądasz, jakbyś cały dzień kąpała się w oceanie. - żartuje. Warczę na nią, w ten wilczy sposób. Dziewczyna ponownie patrzy na mnie zaskoczona.
- Dobra, wybacz... Jestem Sophia. - mówi, po czym ponownie uśmiecha się przyjaźnie. Irytuje mnie to, ale nie daje tego po sobie poznać.
- Megami. - to imię wpada mi do głowy tak nagle, więc tak się przedstawiam. Czyli teraz jestem Megami. Czy nie powinnam się była przedstawić jako ta, którą byłam na początku? Nie, zły pomysł.
- Megami. Ładne imię. - stwierdziła. Sophia znowu się do mnie uśmiechnęła, ale w tym uśmiechu ujrzałam błysk wilczych kłów. Momentalnie zatrzymałam czas, i chwyciłam ją za ramiona.
- Zmieniasz się. - stwierdziłam. Jest jedną z nich. Jedną z istot z tamtego dnia.
- N-nie... - Zawahała się. Czyli kłamała.
- Jesteś jedną z nich. - warknęłam.
- Nie wiem o czym mówisz. - dziewczyna przełknęła głośno ślinę.
- Dobrze wiesz, o kim mówię. - warknęłam.
- D-dobrze... Masz mnie. Zmieniam się, w wilka. - jęknęła, po czym zmieniła się w kolorową waderę. Spojrzałam na nią zaskoczona.
- A teraz, możesz mi zaprezentować swoją zmianę w tamtą istotę, żebym mogła cię szybko zabić. - warknęłam, patrząc na nią gniewnie.
- Nie zmieniam się w nic więcej! - jęknęła.
- Wierzę ci. - stwierdziłam, i zmieniłam się w wilka. Ta odetchnęła z ulgą.
- Dlaczego myślałaś, że zmieniam się w coś innego? - spytała, patrząc na mnie ze zdziwieniem.
- Najpierw powiedz mi, który jest. - powiedziałam, ignorując jej pytanie.
- Dziesiąty lipca, dwa tysiące szesnastego roku. - odparła. Pokręciłam głową z niedowierzaniem. Dziesiąty lipca... Ponownie pokręciłam głową.
- A co, myślałaś że który? - zaśmiała się z mojej miny.
- Ostatnie co pamiętam, to wieczór trzeciego listopada. - odparłam, zgodnie z prawdą. Teraz to ona wybałuszyła oczy, patrząc na mnie jak na stworzenie z innej planety.
- Co? - mruknęła. Opowiedziałam jej wszystko.
- ... Po czym znalazłam się tutaj. - odparłam. Pominęłam jedynie moment, kiedy moja przyjaciółka upadła bez życia obok mnie. To było zbyt bolesne, bym mogła o tym mówić.
- Ale jak przeżyłaś na dnie oceanu, bez jedzenia czy powietrza? - spytała, niedowierzając.
- Umiem oddychać pod wodą. Ale z jedzeniem to sama nie wiem. - odparłam. Zauważyłam, że Sophia zaprowadziła mnie do lasu, i na polanę. Były tu zebrane wilki, wiele wilków.
- Chcesz dołączyć do Stada Księżyca z Lodu? - spytała Sophia, wyraźnie dumna z nazwy. Coś przemknęło mi przed oczami. Było to wspomnienie, ze Stada Lodowego Księżyca. Nabrałam pewności, ze to to samo stado. Kiwnęłam głową na zgodę.
Sophia?
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz