- Idź i opchnij to komu tylko dasz radę -powiedział podekscytowany Ashton wpychając mi do rąk woreczki z białym proszkiem.
- Ash -przewróciłem oczami- Nie diluję dla ciebie
- Dobra, dobra. Rano masz wrócić już bez tego. A teraz idź -mruknął i podszedł do lodówki.
Oczywiście znów będzie chlał... Spojrzałem na te nieszczęsne woreczki. Dobra. Niech będzie. Ten ostatni raz.
*Pięć minut później*
Wyszedłszy z domu brata wywaliłem te jego cudowne proszki w krzaki. Nie dowie się... Zostawiłem jeden. Tak na wszelki wypadek. Ruszyłem w stronę pagórka. Tam zawsze jest piękny widok na całą watahę. Właśnie wynurzałem się z zarośli gdy dostrzegłem że ktoś tu jest. Nieznajoma wadera patrzyła na mnie błyszczącymi w świetle księżyca oczami.
- Widzę, że zajęte? -powiedziałem.
Wadera nie odpowiedziała. Mierzyła mnie wzrokiem z nieodgadniętym wyrazem twarzy.
- Nie należysz do stada...-mruknąłem- Co tu robisz?
Night?
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz